środa, 27 lipca 2011

W krainie wielkiego Dębu

Na początku mianem wstępu nadmieniam iż większość zdjęć jakie załączyłem poniżej wykonali Renata i Seweryn należący do niektórym dobrze znanej grupy AA działającej pod nazwą FotoWizje. Obecność ich była nieprzypadkowa miejmy nadzieję że nie poszła na marne:)
Mój pierwszy występ w Zagnańsku, na starcie około 300 uczestników.
Na początku każdy świeży i zadowolony jedzie ile sił aby później ku końcowi dokonać dzieła samozniszczenia i mozolnie przekroczyć linię mety.
Trasa zaliczana do tych dłuższych w ślr, bardzo szybka, wytrzymałościowa gdyż trzeba było ciągle mocno kręcić bez odpoczynku. Technicznie szału nie ma ale już taki jej urok.
Wiadomo pogoda nie rozpieszcza ostatnimi czasy więc finisz był rodem z Pińczowa gdzie warstwa błota skutecznie zalepiała wszystko co tylko możliwe w rowerze.
Ewolucja. A ty na jakim etapie jesteś?:)
Najlepsza modelka ŚLR:)
Buka historia prawdziwa:)
Pamiętaj kiedy ubrudzi Ci się twarz...
Zawsze znajdzie się ktoś kto chętnie ci pomoże...(nie róbcie tego w domu)
a że niedziela to i nogi warto umyć .
W maratonie uczestniczyła Paula Gorycka - tegoroczna mistrzyni Polski ...
..i treningowo zajęła pierwsze miejsce:)
Nasz rodziny champion i tym razem nie dał za wygraną docierając na metę w ścisłej czołówce.

A już za kilka tygodni na własnym podwórku będziemy się ścigać po miejmy nadzieję całkowicie nowej trasie. Może przesadziłem - w 80% nowej trasie, ale nie ma co się podniecać jeszcze wszystko przed nami i wiele rzeczy może ulec zmianie.

wtorek, 12 lipca 2011

Pole, woda i rower

Pińczów - kolejne miejsce na szlaku ŚLR. Po zeszłym roku wiadomo było czego się spodziewać. Taka właśnie dość odmienna charakterystyka trasy. Pogoda w dniu zawodów była aż za dobra, nie padało, co po dwóch tygodniach opadów stało się fenomenem ale jednak woda nie zdążyła wyparować i mieliśmy zapewnione kolejny raz darmowe spa- all inclusive. Ogólnie wypad do Pińczowa był testem nowych koszulek jakie udało nam się pozyskać:). Wszystko czyste aż żal zakładać jak to Piotrek stwierdził, no ale w końcu do kościoła w nich nie będziemy chodzić:). W tym momencie warto kolejny raz podziękować wszystkim firmom które w tym roku Nas czyli SSC wsparły a są to:

Delikatesy Centrum - Suchedniów/Bliżyn/Chęciny
Maxol
Drób Pol
Inter Cars Kielce
Bank Spółdzielczy w Suchedniowie

Bez Waszej pomocy nie udało by się nic zorganizować!

Na miejsce dojechaliśmy w doborowym 10-osobowym składzie:) ba nawet sam wódz naczelny Prezes przez duże P dołączył do stada:) Start i meta z terenu aeroklubu pińczowskiego, a później wstępna selekcja bo ostro pod górkę. Każdy maraton ma takie charakterystyczne elementy trasy które zapadają w pamięci tu np. mnie osobiście utkwiła pierwsza długa asfaltowa górka i pola pola pola, woda woda woda. Mimo niewielu przewyższeń nie było lekko. Podłoże stanowiło dobry substytut przewyższeń dając niejednokrotnie większy wycisk i doprowadzając co niektórych do szału. Na początku ostro, zawrotne prędkości istny szał każdy gnał ile sił pod nogą, ale z czasem zaczęły się schody, właściwie wody(to będzie chyba najczęściej używane słowo w tym wpisie).
Na jakieś 300 metrów przed metą- przedostatnia prosta, kilka zakrętów i jesteśmy w domu. Fot.Grzesiek - dzięki!
Dociera człowiek do samochodu siada, patrzy na swe oblicze i stwierdza że co tam bród, błoto i inne niedogodności bo i tak było warto.
Zawsze można zabrać coś do domu - dziwić się że coś nie do końca w napędzie grało.
Kacper wygrywa naszą wewnętrzną drużynową klasyfikację pt: Jak (nie)jeździć po błocie.
Grunt to dobre samopoczucie na mecie.
Kasia nasz najmłodszy czempion.
Makaron na mecie - bezcenny.
Każdy mógł się sprawdzić na ściance taka mała odskocznia jak by jeszcze komuś było mało;)
Ludzie o mocnych nerwach próbowali latać podziwiając okolicę z wysoka.
Marcin kolejny raz zajechał jako numero uno w kat. oby tak dalej.
Kuba odniósł chyba największy sukces w tym roku zajmując 2 miejsce w kat.(ja tam wiem czemu na metę było mu tak śpieszno:)
Sikorskie czyli Mojra i przyczajony tygrys Rychu.
Chłopaki z Radomia także dopisali i sam 3R prezes był z siebie jak najbardziej zadowolony.
Krzysiek zerwał łańcuch - podwójnie, jednak na mecie dumny z ukończenia maratonu mimo problemów.
Rosną nam kolejne pokolenia Włoszczowskich,
i Galińskich:)
Ratownicy mieli kilka przypadków gdzie musieli zareagować jeden z nich dotyczył ugryzienia..w ... b.t.w. mnie też jakaś cholera pogryzła.
Jeden z kilku konkursów czyli jak przerobić dzieciaka na mumię.
Efekty jak widać powalające.
Marcin powiedział że trzeba spróbować ,i tak też uczynił. A po udanym locie zdecydowanie stwierdził, że każdy musi spróbować poszybować i oderwać się dosłownie od codziennego otoczenia.

I tak pożegnaliśmy się z niby prostym, a jednak dającym w kość Pińczowem. Już za kilkanaście dni zawitamy do Zagnańska więc szlifujcie formę i walczcie do końca:)